Projekt:  Polska kreatywny komponent Unii Europejskiej




      Wyzwaniem dla Polski, po przemianach 1989 roku, był proces integracji z zachodnią Europą. Choć geograficznie, ale przede wszystkim cywilizacyjnie, Polska należy do świata cywilizacji łacińskiej (za F. Konecznym), to dominacja ZSRR trwająca nieprzerwanie od 1944 do 1989 roku w Europie środkowo-wschodniej, jest przyczyną obecnej także dzisiaj istotnej dyferencjacji. Jej realną obecność, co najmniej w świadomości elit Europy zachodniej, potwierdzają słowa b. Prezydenta Francji J. Chirac’a o „zaprzepaszczonej przez Polskę szansie, żeby milczeć”.

      Może się wydawać, że było to zachowanie wykraczające poza standardy polityki (przynajmniej na tak wysokim poziomie- międzynarodowym). Trzeba jednak pamiętać, że państwa demokracji ludowej wchodzące na ścieżkę procesów demokratyzacyjnych, były bardziej przedmiotem niż podmiotem działań i zmian dla Europy zachodniej (J. Habermas, Obywatelstwo a tożsamość narodowa). Wydaje się, że takie paternalistyczne podejście cechuje również obecne relacje, które można zidentyfikować jako: „stara Unia” (sU) versus „nowa Unia” (nU). W takiej przestrzeni sU uważa, że jest strażnikiem wartości stanowiących o istocie Unii a może i szerzej- Europy- w jej współczesnym wymiarze. Rolą nU jest natomiast podążanie na „wytyczonym szlaku”, zgodnie z wskazaniami „starszych braci”.

          Trudno nie zgodzić się z tym, że państwa sU, posiadają większe doświadczenie w dostosowaniu tego co nazywamy demokracją (co do precyzji pojęcia wciąż nie ma zgodności; patrz: A. Antoszewski, Teorie Demokracji, D. Held, Modele Demokracji) do współczesnej formy państwa (narodowego).

   Zachodnie demokracje są skonsolidowane (wprowadziły systemy demokratyczne przed 1974 rokiem) i tym samym są odporne na fale rewersyjne (powrót do autorytaryzmu). Inaczej rzecz wygląda w przypadku państw nU, które są wrażliwe nawet na najmniejsze zaburzenia.



      Z tej perspektywy nie można mieć pretensji o „nadopiekuńczość” wyrażoną może czasem zbyt zdecydowanie (J. Chirac), ale z pewnością w szczytnym celu- ochroną przed niebezpieczeństwem odejścia od procesów demokratyzacyjnych.

     Tak zarysowana perspektywa usprawiedliwia niemal wszystko. Jednocześnie stwarza niemal niczym nieograniczone pole dla sU i tworzy, z drugiej strony, sztywny gorset krępujący państwa nU.

Jak zauważył K. R. Popper: granicą demokracji jest sama demokracja (K. R. Popper, Open Society and It’s Enemies).

W wolnym tłumaczeniu oznacza to tyle, że każde działanie wykraczające poza demokratyczne mechanizmy musi spotkać się ze zdecydowaną reakcją. Co jest dość łatwo zauważyć choćby w odniesieniu do protestu Yellow Vest we Francji, gdzie rząd E. Macron’a użył wobec protestujących środki przymusu bezpośredniego. Jeszcze bardziej zdecydowanie postąpił rząd hiszpański w stosunku do katalońskich separatystów. Zarówno referendum o secesji jak i wybrane władze zostały zdelegalizowane i aresztowane.

Czy w tym kontekście może dziwić artykułowany choćby przez Frans’a Timmermans’a (F. T) sceptycyzm wobec przemian w Polsce po wyborach 2015 roku?

Wydaje się, że jedynie potencjał militarny Polski powstrzymuje vice przewodniczące komisji europejskiej przed faktycznym ipeachment’em wobec rządów PiS.

Z punktu widzenia F. T. granice demokracji w Polsce zostały przekroczone, co uzasadnia i usprawiedliwia stosowaną przez niego retorykę.

Czy rzeczywiście postawione pod zachodnioeuropejskim pręgierzem takie państwa jak Polska czy Węgry powinny uznać swoją winę, a jeżeli tak to w czym ona się przejawia?

Po pierwsze, należy zdefiniować przedmiot sporu, a więc współczesną demokrację.

Z pewnością (oczywiście z konieczności formy tekstu, jest to uproszczona definicja) najbardziej reprezentatywny dla „teraz”- na „dzisiaj” (ujęcie fazowe) i najczęściej obserwowalny to model demokracji liberalnej. Jest to dość niebezpieczna koniunkcja: równości (co jest przesłaniem czystej demokracji) i wolności (stanowiącej kwintesencję liberalizmu). Tę niemal akrobatyczną strukturę spaja istotne ogniowo: system państwa prawa. Współczesna demokracja liberalna istnieje jedynie dlatego, że dwie przeciwstawne wartości „poskramia”, czyniąc je w wymiarze realnym możliwymi, specyficzny kaganiec.

Właśnie dlatego sU tak zdecydowanie wypowiada się w sprawach zmian w systemie sądowniczym w Polsce.

Gdyby całość sporu sprowadzić jedynie do kwestii wymiaru sprawiedliwości i do przestrzegania istniejącego (a więc zastanego) prawa należałoby, bezapelacyjnie, przyznać rację J. C. Jucker’owi, M. Schultz’owi, F. Timmermans’owi, A. Mercel i F. Macron’owi w ich niekończących się tyradach na temat zagrożeń dla demokracji w Polsce.

Zagadnienie jest jednak bardziej złożone. Właściwością prawa stanowionego jest jego zmienność. Podlega nieustannej fluktuacji.Wpływ mają tutaj czynniki aktualne (realia) jak i uwarunkowania historyczne.

To nie wszystko. Prawo stanowione ulega także modyfikacji w przestrzeni horyzontalnej- jest inne w zależności od szerokości geograficznej. Może to być dla niektórych obrazoburcze, ale jest faktem, że to co jest wartością dla jednej wspólnoty społeczno-politycznej nie musi (i często nie jest) wartością dla innej.

L. Diamond, przekonany o uniwersalności demokratycznych wartości niezależnie od specyfiki kulturowej czy geograficznej zrewidował swoje stanowisko po arabskiej wiośnie 2012 roku (patrz: Is there a global decline in democracy? Round table with Larry Diamond). Demokratyczny zryw w Egipcie czy Libii był przyczynkiem do przejęcia władzy przez radykalne ugrupowania o charakterze skrajnie religijnym jak Bractwo muzułmańskie. Niezależnie od złożoności procesu można stwierdzić, że największa w historii fala demokratyzacji – trzecia fala- jest obecnie w odwrocie. Potwierdza to postawioną wyżej tezę o granicach stosowalności demokratycznych wartości lub co najmniej konieczności jej modyfikacji do lokalnych warunków. Demokracja jest specyficznym wytworem cywilizacji łacińskiej (F. Koneczny) inaczej zachodniej (O. Sprengler). Dalej, sama demokracja (nawet w wydawałoby się jednorodnej przestrzeni jaką jest cywilizacja zachodnia) nie jest wcale aż tak jednorodna. Model anglosaski ( na potrzeby tej pracy nazwanejmodelemamerykańsko-brytyjskim) różni się zasadniczo od modelu kontynentalnego (M. Brzostek, Od Locke’a do Diamonda. Uniwersalizm demokracji czy jej ekskluzywizm?). Jednym z przejawów tych różnic jest kwestia wolności osobistych i roli państwa. Model anglosaski afirmuje jednostkę dla której państwo jest o tyle istotne o ile jest w stanie rozwiązywać problemy wykraczające poza naturalny potencjał lokalnych społeczności (w szczególności zaś jednostki). W ujęciu kontynentalnym to demokratyczne państwo stanowi gwarancję dla realizacji praw obywatelskich. Można też wskazać bardzo konkretne różnice w sposobie organizacji przestrzeni wymiaru sprawiedliwości. W prawie anglosaskim proces ma charakter kontradyktoryjny, w którym strony dowodzą swoich racji. Sąd jedynie kontroluje (stoi na straży) poprawności przebiegu procesu, a werdykt podejmuje niezależna, obywatelska ława przysięgłych. Gdyby oceniać stan demokracji porównując jedynie tę kwestię trudno byłoby uznać, że USA z jednej strony i Francja, Niemcy czy Polska, z drugiej, należą do tego samego kręgu społecznopolitycznego, że są takim samymi demokratycznymi organizmami. Dalej, porównując sposób funkcjonowania TSUE (Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej) z wymiarem sprawiedliwości USA bezspornie dochodzimy do tej samej konstatacji- systemy te nie są takie same. Należy zauważyć, że democratia nie poddaje się prostemu jednokładnemu odwzorowaniu. Jest pełna niuansów, które zależą od miejsca, czasu czy kultury. To tylko jedna z wielu szczególnych cech demokracji. Nie mniej istotne są takie zagadnienia jak: zakres procedur, kwestia minimum demokratycznego, wpływu rozwarstwienia na zdolność podejmowania demokratycznych decyzji, ekskluzywizm czy problem rywalizacji.


Najważniejszą przewagą demokracji nad innymi sposobami organizacji społecznopolitycznymi jest to, że rozwiązuje problemy bez użycia siły (A. Przeworski). Inną ważną cechą typową, właściwą niemal każdej rzeczy (w tym społeczeństw demokratycznych), która wymaga podkreślenia, to zmienność.

Dalh’owska nowa (trzecia transformacja), huntington’owskie fale demokratyzacji, neo-neofunkcjonalistyczne fale spillover i ich rewersyjne przeciwieństwo (P. Schmitter) czy w końcu toffler’owska trzecia fala to bezpośrednie potwierdzenie antycznej (heraklitańskiej) zasady, że nic nie trwa wiecznie.

Logicznym wnioskiem jest to, że także demokracja ma takie samo przeznaczenie. Oczywiście zawsze można postawić tezę o końcu historii (F. Fukuyama, Koniec historii) i ostatecznym zwycięstwie demokracji, ale jak uczy historia, i to ta najnowsza, daleko jest jeszcze do grande finale instytucji stworzonych przez Homo Sapiens.

Nawet współczesna demokracja posiada wiele twarzy.

Prawdziwa demokracja ma być zatem zgromadzeniowa, stowarzyszeniowa, komunikacyjna, kosmopolityczna, deliberatywna, bezpośrednia, dyskursywna, ekologiczna, przemysłowa, uczestnicząca, radykalna, referendalna, refleksyjna, społeczna, wreszcie wirtualna (edemokracja).

Przyjmując, że są to jedynie odcienie- karnacje, to przecież zdefiniowanie meta democratiii jest niemal niemożliwe. Nawet w podstawowych kwestiach brak jest jednoznacznych, czystych, pozbawionych odcieni definicji.

Dla przykładu, antyczna kategoria wolności nie ma nic wspólnego z współczesnym (liberalnym) definitione (D. Held, Modele demokracji). Dla ateńskiego demokraty wolny to tyle co godnie spełniający obowiązki wobec polis z naciskiem na słowo „obowiązki”. Współczesne liberte (w swojej skrajnej libertariańskiej formie) sięga niemal pozbawionej granic przestrzeni indywidualnego Ego.

Inny przykład, to sposób wyłaniania wszelkich ciał (powściągliwe ograniczonej w tej pracy jedynie do egzekutywy). Formą obowiązująca współczesne modele demokracji jest wybór spośród kandydatów (zarówno w drodze wyborów bezpośrednich jak i pośrednich- przez przedstawicieli). Coraz częściej (A. Toffler) podnoszona jest kwestia ułomności takiego mechanizmu: dlaczego, skoro ogół obywateli danego państwa posiada zarówno bierne jak i czynne prawo wyborcze najczęściej może korzystać jedynie z tego ostatniego?

W antycznym modelu demokracji wybór (konieczny z czysto pragmatycznych względówograniczona liczba urzędów, funkcjonalizm władzy) dokonywany był przez losowanie. Dlaczego dzisiaj, kiedy szczycimy się postępem w tak wielu dziedzinach w przypadku demokracji korzystamy z rachitycznych protez?

Współczesna democratia ma swoje osiągnięcia, których nie można pominąć, jak: niemal nieograniczony zasięg przestrzenny (granicą są jedynie państwa), ogromny inkluzywizm niemożliwy do realizacji wcześniej, jednak faktem pozostaje to, że nie mamy jednej, jasno sprecyzowanej definicji demokracji.

Oczywiście słowa A. Lincolna;”…and the government of the people, by the people, for the people,…” (A. Lincoln, The Gettysburg Address) wciąż pozostają w mocy. Choć są niemal tautologią, to tożsamość podmiotu i przedmiotu władzy jest (lub bardziej precyzyjnie może być) ideałem.

Tylko i aż ideałem.

And last but not least.

Zważywszy na to co wskazano wyżej, kwestia roli Polski (zarówno aktualnej jak i widzianej w kategoriach przyszłości) w tworzeniu Unii Europejskiej jest nie tylko znacząca, ale co ważniejsze stymulująca i kreatywna.

Jeżeli uznamy (co autor przyjmuje za pewnik), że demokracja liberalna jest modelem dominującym (przynajmniej w przestrzeni kultury łacińskiej) oraz, że jest pożądany i obecny w ponadnarodowej strukturze jaką jest Unia Europejska, to wcale nie oznacza, że model ten jest zamknięty- czytaj skończony.

Wręcz przeciwnie, chcąc pozostać systemem inkluzywnym demokracja liberalna musi mieć wpisany imperatyw otwartości także na zmiany. Popperowska koncepcja kategorii prawdy i paradygmat falsyfikacji, jeżeli UE ma pozostać pewnym wzorcowym modelem integracji europejskiej, dla innych państw, musi być fundamentem Unii Europejskiej.

Do pewnego stopnia tak jest. Scenariusze przyszłości Europy przedstawione przez J. C. Juncker’a (J. C. Juncker, Biała księga w sprawie przyszłości Europy) są propozycjami nieliniowymi. Możliwy jest zarówno rozwój, zatrzymanie zmian jak i też jakaś forma dezintegracji, która wpisana jest w wąską, ściślejszą współpracę.

Część europejskich decydentów wydaje się nie zauważać, że UE nie może pozostać tym czym była przed 23 czerwca 2016 roku. Tym bardziej otwartość J. C. Juncker’a zasługuje na podkreślenie. Jego słowa o konieczności wzmocnienia egzekutywy przez połączenie stanowisk przewodniczącego komisji i Rady Europejskiej tylko to potwierdzają. Najsilniejsze państwa, Francja i Niemcy, chcą jednak zachować status quo i tym samym swoją pozycję w UE. Jest to, z przyczyn obiektywnych, niemożliwe. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE staje się faktem i wymusza zmiany wykraczające poza wąsko pojęte interesy kilku państw (Niemiec i Francji).

Obserwując, pierwsze po referendum w sprawie brexit’u, posiedzenie Parlamentu Europejskiego w wystąpieniach M. Schultz’a i J. C. Juncker’a nie możn aby≥o zauważyć zaskoczenia czy żalu z powodu wyników tego referendum.

Wręcz przeciwnie. Zarówno ówczesny przewodniczący Parlamentu UE jak i przewodniczący Komisji UE wyrażali raczej zniecierpliwienie wobec próby opóźniania secesji Wielkiej Brytanii.

Unia Europejska nie może pozostać tym czym była. Co więcej, każde zmiany w strukturze UE (traktatowe i ilościowe) powodowały także zmiany jakościowe. Dobrym przykładem jest rola Parlamentu Europejskiego (PE), do którego pierwsze bezpośrednie wybory odbyły się dopiero 1979 roku. Wcześniej miały one charakter pośredni- parlamenty państw członkowskich wskazywały eurodeputowanych.

Jak wskazano wyżej (a przykładów na taki stan jest znacznie więcej), Unia Europejska nie jest projektem skończonym. Pozostaje wciąż w fazie tranzycji.

W procesie „ustawicznego stawania” nie można arbitralnie wskazać jednego, zdefiniowanego i ostatecznego stanu. Także stanu Unii Europejskiej.

Polska, w tym procesie kształtowania formy UE, jest pełnoprawnym, równorzędnym partnerem, od którego współzależy przyszłość Unii.

Oczywiście w tak zarysowanej przestrzeni współpracy dysonansem są stanowiska w stosunku do Polski wyrażane przez E. Macron’a czy F. Timmermans’a.

Kontrastują one z habermasowską wizją deliberacji. Strony (z pewnością wysocy przedstawiciele UE) są pełne uprzedzeń, paternalistycznych rad i pouczeń.

Czy jest to sprzeczne z koncepcją demokracji? Czy w ogóle jest możliwa jakaś forma konsensu między UE a innymi państwami jak Polska czy Węgry?

Chantal Mouffe uważa, że dla funkcjonowania demokracji (w szczególności liberalnej) nie jest konieczne wypracowanie powszechnej zgody decyzyjnej (zdaniem autora prawie niemożliwe). Natura świata polityki jest jego wielobiegunowość, istnienie antagonistycznych interesów. Utopią byłoby dążenie do unifikacji, w tym przede wszystkim unifikacji świata jako jednego demokratycznego organizmu (Ch. Mouffe, Paradoks demokracji).

W spolaryzowanym świecie rozwiązaniem jest proces decyzyjny nie wymuszający zmian stanowisk, ale tworzenie przestrzeni decyzyjnych pozwalających zachować odrębność każdej ze stron- antagonistyczne interesy są do pogodzenia w agonistycznym modelu demokracji.

Analizując aktualne problemy integracyjne jakie właściwe są dla Unii Europejskiej, należy przynajmniej przyjąć pod rozwagę koncepcję Ch. Mouffe. Zgodnie z nią Polska nie tylko ma prawo do artykułowania swoje zdania, jego odrębności, ale to zdanie powinno być uwzględniane przy wypracowywaniu koncepcji rozwoju UE. Tylko wtedy Unia ma szanse na przetrwanie (w wariancie optymistycznym rozwój) w wciąż zmieniającej się rzeczywistości.

Oczywiście można przyjąć, że obecne stanowisko Polski (po wyborach 2015 roku) jest pewną aberracją, niechcianym, choć niemożliwym do uniknięcia przypadkiem. Można. Choć obie strony konfliktu (szczególnie w Polsce) legitymizują swoje stanowisko schumpeter’owskim minimum demokratycznym, to refleksja A. Przeworskiego: ”Lokalna specyfika nie objaśnia trendu, którego nie rozumiem. (…). Nie widzę czynnika, który uniwersalnie objaśni współczesne porażki demokracji.” (A. Przeworski, Możemy lepiej), pozostaje w mocy. Nie można podać jasnej odpowiedzi na pytanie dlaczego w jednych państwach demokracja jest możliwa a w innych nie?

Jak dotąd wszyscy są co do tego zgodni. Idąc krok dalej (i tutaj nie ma już jednomyślności) można postawić tezę, że to co uważamy za meta demokrację jest tylko jednym z modeli przyszłej formy organizacji społeczno-politycznej człowieka, która i tak będzie jedynie lepszym (funkcjonalnie) sposobem realizacji zdefiniowanej przez A. Lincoln’a władzy ludu.

K. R. Popper (uważał siebie za ostatniego przedstawiciela Oświecenia) stwierdził, że nawet jeżeli stanęlibyśmy oko w oko z „prawdziwą prawdą” (meta prawdą) to i tak nie posiadamy wystarczającego instrumentarium dla jej wskazania.

Z tego punktu widzenia działania Polski (w szczególności po 2015 roku) posiadają taką samą wagę jak każdego innego państwa członkowskiego UE. Granicą prawomocności działań (każdego państwa) jest sama demokracja (K. R. Popper, Open Society and It’s Enemies).

Czym jednak jest DEMOCRATIA?, to pytanie pozostaje otwarte.

Mariusz Brzostek

Bibliografia:

Antoszewski A., Współczesne teorie demokracji, Warszawa 2016.
Brzostek M., Społeczeństwo zniewolone. Koniec demokracji?, Szczecin 2012 Brzostek M., Od Locke’a do Diamonda. Uniwersalizm demokracji czy jej ekskluzywizm?, w: (red.)
Wojtaszak A., Myśl polityczna w XX i XXI wieku. Wybrane Zagadnienia, Szczecin 2015.
Fukuyama F., Koniec historii, Poznań 1996. Habermas J., Obywatelstwo a tożsamość narodowa. Rozważania nad przyszłością Europy, Kraków 1993.
Held D., Modele demokracji, Kraków 2010.
Koneczny F., Państwo w cywilizacji łacińskiej. Zasady prawa w cywilizacji łacińskiej, Londyn 1981.

Mouffe Ch., Paradoks demokracji, Wrocław 2005.

Popper K., The Open Society and Its Enemies, New York 2010. Sprengler O., Zmierz Zachodu, Warszawa 2014.
Toffler A., Trzecia Fala, Warszawa 1997.

Juncker J. C., Biała księga w sprawie przyszłości Europy, źródło: https://ec.europa.eu/commission/future-europe/white-paper-future-europe-andway-forward_pl, dostęp: 25.12.2018.

Przeworski A., Możemy lepiej, źródło:
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/1735100,1,prof-adam-przeworski-ostanie-polskiej-demokracji.read, dostęp: 26.12.2018.

Mariusz Brzostek
Politolog, doktorant IV roku US,
Autor kilkunastu artykułów naukowych i książek: „Społeczeństwo zniewolone”, „Tajemnica świnoujskiego tunelu”.